menuksięga gościMój profilmój avatararchiwum
Lipiec linkiulubieniLicznik odwiedzinZajrzało tutaj już 1555 osóbPowered by blog 4u |
"Księżniczka" na opak w wielkim mieścieSen, wakacje i seks w wielkim mieście.Właśnie leżę i dumam nad tym, dlaczego nie mogę pójść spać jak człowiek, przed 3, ale na to chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi. Poza tym dobija mnie fakt, że od jakichś dwóch czy trzech tygodni są wakacje a ja ni w ząb ich nie czuję. Licząc, że już jest nowy dzień, jutro wyjeżdżam nad morze z rodzicami. Ciekawe czy wtedy wreszcie poczuje wakacje? Powiew morza, plaża, jedzenie! Ale jakoś trudno mi w to wszystko uwierzyć. Nęka mnie koszmar szkoły. Koszmar pierwszej klasy liceum, który mam już za sobą a którego złowrogi oddech wciąż czuję na skórze. Jest gorący, piekący wręcz, nie mogę się go pozbyć, nawiedza mnie najintensywniej przed pójściem spać. Nie wiem czy ktoś to rozumie. Mam wrażenie, że nie. Trafiłam do jednego z najlepszych "elitarnych" liceów w mym bądź, co bądź wielkim mieście i spodziewałam się raju a znalazłam piekło. Trafiłam do klasy matematyczno-francusko-angielskiej. Matematyki nienawidzę odkąd tylko zobaczyłam na oczy tabliczkę mnożenia, której do tej pory na pamięć nie umiem, bunt siostro! Tak wiem, to śmieszne i może trochę żałosne... Ale cóż. Jeśli chodzi o Francuski trafiłam idealnie, pokochałam go a nauczycielka jest młoda i niesamowicie sympatyczna, chociaż mam wrażenie, że nawet nie wie jak mam na imię, ale mimo to jest super. Jeśli chodzi o angielski na początku chciałam się popisać. Gimnazjum skończyłam z 6 z angielskiego, poza tym niedługo będę zdawać Advance'a więc napisałam test z wynikiem chyba 2 czy 3 z 5 klas i trafiłam do koszmaru sennego. Pani od angielskiego pała do mnie czystą nienawiścią, nie lubi chyba ogólnie nikogo. Ale mnie upatrzyła sobie za cel. Na każdym kroku udowadnia mi, że jestem nikim i nie umiem nic. Spowodowała, że waham się przed napisaniem where czy which, bo czuję, że jestem głupia. Jej koszmar już na razie zostawię, ale pewnie do niego powrócę. Matematyka jest punktem numer jeden... Pan od matmy żyje w świecie matematyki i traktuje jej naukę jakbyśmy mieli maturę zdawać nazajutrz. Jednak nie mogę go winić za to, że jej nie umiem, nie mogę winić nikogo, a tak bardzo bym chciała! Ledwo zdałam w tym roku z matmy po milionach poprawek i ostatecznie wcale nie byłam szczęśliwa. Niepokój... On mnie jeszcze dopadnie, ona tym bardziej. Chciałam się prawie z całego serca przenieść do klasy polonistycznej, to tam chciałam iść, ale oczywiście byłam niewystarczająco dobra. Niestety tym razem znowu dostałam odpowiedź, iż raczej nie da rady mnie przenieść i coś w mojej sprawie dyrektorka może zrobić we wrześniu. Chyba miała na myśli gadanie z Panem J. - od matmy. Hah... śmieszne. Ci, którzy mieli 2 na koniec 1 klasy piszą u niego we wrześniu test i ci, którzy zawalą mają u niego przegrane. Miałam się przenieść do klasy, w której też niestety uczy, ale podstawy i już powiedział mi: Jak będziesz u mnie na podstawie to wcale nie będzie ci łatwiej. Super. A jak zostanę w te klasie? Może od razu mnie zabije i ulży nam obojgu? Nie ma tak dobrze, wiem.Ta notka będzie chyba kilometrowa, ale nie mam wyjścia. Dziś muszę się wygadać. Przepraszam. Ostatnio ciągle mi się coś śni i czasami, aż budzę się zmęczona od natłoku przelatujących przed moimi oczami zdarzeń. Dziś śniło mi się, że ja i mój chłopak A. umówiliśmy się z jego przyjacielem K. i jego dziewczyną J. Znaleźliśmy się w pokoju z wielkim łóżkiem a J. nie było i byłam sama z chłopakami. Leżałam pomiędzy nimi. Od lewej leżał K. ja i A. To było dość dziwne, pełne podtekstów. K. mówił coś do mojego ucha, zabawnego o ile pamiętam. Byłam w nocnej koszuli (nagle) i nie miałam majtek. Zarzuciłam A. nogę na jego nogi. Leżeliśmy tyłem do K., ale czułam się bardzo dziwnie. K. wysyłał mojemu chłopakowi smsy w stylu: dawaj A. i jeden brzmiał coś jak: Tak jak WT Z ANI. Co miało znaczyć tak jak tamte wakacje z Anią, byłą dziewczyną mojego A. choć wiem, że poza całowaniem do niczego pomiędzy nimi nie doszło. Potem A. sobie gdzieś poszedł i zostałam z jego przyjacielem. Niczym breloczki do kluczy miał przyczepione różne tabletki, bletki i chyba strzykawkę. Narkotyki. Nagle stanął ubrany, szedł na imprezę. Potem wbił sobie strzykawkę w dłoń trochę wyżej od miejsca gdzie łączą się kciuk i palec wskazujący. To było straszne. Przytuliłam go mocno. Płakał i bardzo go bolało.Potem pojawił się A. i K. przytulił mocno nas oboje. Ciągle płakał. A. znowu zniknął. Rozmawiałam z K. błagając go żeby tak nie robił. Mówiłam chyba, że się boję. A jeżeli nie to nie zmienia tego, że tak było. Pytałam go, dlaczego to robi? Pytałam czy bez tego nie czuje się fajny? Odpowiedział, że tak. Bardzo mnie to rozczuliło, bo wydawał się być tym towarzyskim i bardzo sympatycznym człowiekiem. Potem były właściwie jakieś bzdety. Ale pamiętam, że jak rozmawialiśmy to bardzo ładnie się uśmiechał i mnie to onieśmielało. W każdym razie jednak żeby nie było wątpliwości bardzo kocham swojego chłopaka. Wreszcie znalazłam takiego, z którym mogę żyć, a nie tylko chodzić za rączkę. Często się kłócimy tak na żarty, choć czasem są to brzydkie żarty i wtedy któreś na chwilę się obraża i mówi, że to brzydki żart a drugie go obcałowuje i przeprasza. Przeważnie to ja jestem obcałowywana, trzeba to przyznać. Najgorsze, że czasami to ja brzydko zażartuje a potem obracam to tak, że to on mnie przeprasza. Wydaje mi się momentami, że podły babsztyl ze mnie. Dzięki bogu on mnie jeszcze taką kocha. Jeśli chodzi o seks to jestem Maryją zawsze dziewicą, ale po tym jak w drugiej klasie gimnazjum zaczerpnęłam z źródła seksualności, tak teraz się w tej sferze rozwijam. A. jest napalony, tak jest. Jak każdy nastolatek. Ale on nigdy, przenigdy nie naciska i traktuje mnie jak swoją boginię. Jest ogromnie czuły i jakby to nie wulgarnie powiedzieć dobry w tym, co w fizyczności, którą odkryłam dobre. Ja za to jestem strachliwa i cały biały seks mnie onieśmiela, czym dłużej myślę, tym gorzej. Czasami żałuję, że nie posłuchałam instynktu, pasji. Ale chyba razem damy radę. Mówimy o wszystkim, więc pomaga mi się oswoić z sytuacją. Mam dopiero, albo już 17 lat i nie wiem czy chcę stracić dziewictwo, wiem, że nie chce mieć dzieci. Co gorsza wiem, że nie powinnam ich mieć przez następne 6 lat? Bo nauka. Kariera. I w ogóle. Dlatego smuci mnie to i irytuje. Nie chcę czekać z seksem 6 lat. Przynajmniej nie, dlatego, że się boję o dziecko i inne ZŁE rzeczy. Może pojadę z A. na 3-4 dni, do Sulejowa. To prawdę mówiąc taka pokusa. Okazja. Oprzeć się? Jeśli poczuje, że się nie boję to nie. Pierwszego razu z A. nie będę żałować na pewno. Nie było by to byle, z kim, byle jak i byle gdzie. Jestem na tyle mądrą dziewczynką żeby się zabezpieczyć. Na początek chyba na milion sposobów. Wilka z lasu wywoływać nie należy. Adie!
|